Parę minut po 8 rano wylądowaliśmy na
Izbie Przyjęć Ginekologicznej jednego z lubelskich szpitali.
Pani Gin zarządziła ktg.
Spakowana torba pękająca w szwach została w samochodzie.
Mało spałam, poziom stresu +1000.
Jestem panikarą i sraluchem.
Oł yes, yes I am.
Na Izbie szał ciał, 10 osób, każdy do swojego lekarza i potężna Pani Ewcia na dyżurce.
Pani Ewcia załatwia wszystkie telefony koleżeńskie, rodzinne, zamawia obiad.
Wszyscy jesteśmy widzami.
"Dwa razy
filet z morszczuka, frytki, surówki".
Mój nieoceniony Mąż szeptem
teatralnym: .... żeby było szybciej proszę wjazdem dla karetek;)
Atmosfera rozładowana.
Ktg eleganckie, 12 dni do terminu, czynności skurczowej brak.
Podsumowanie mojej Gin:
"Pani Karolino może Pani iść do domu ale urodzi Pani w ten weekend"
Że co???? To już???
Korzystając z ostatniego wolnego ląduję w otwartym dziś TkMaxxie
i kupuję Zosi najpiękniejszy morelowy kocyk świata.
Także Córko to już za chwilę, już zaraz się widzimy!
Już zaraz Cię wycałuję i wyściskam.
Już zaraz popłyną mi łzy jak grochy i odtańczę obolały taniec radości:)
Proszę o modlitwę, kciuki, pozytywne myśli w naszym kierunku.