Zdałam sobie sprawę, że wykonuję wciąż te same czynności i mimo, że towarzyszą temu coraz to wspanialsze umiejętności Syna to ja czuję się jak.. no właśnie..
Wyszłam więc. Sama. W trampkach. Pochodziłam po deszczu. Fajnie.
Po dwóch godzinach stęskniona wracałam do domu.
Zastałam Męża z Synem tańczących do Dżemu.
Mężul posadził mnie przed komputerem i powiedział, że muszę czegoś posłuchać.
Totalnie popłynęłam. Łzy ciekły po umalowanych policzkach.
I wiem, że to piosenka o mnie. Co miałam pofruwać - pofruwałam.
Mam dwóch fajnych Facetów do kochania.
Jeden się ślini jak mnie widzi, drugi wie czym rozłożyć mnie na łopatki :)
Teraz jestem tu. Jestem prawdziwą mamitą. I dobrze mi z tym choć będą pewnie dni jak ten.






































